czwartek, 14 czerwca 2012

721. czyli słów kilka o słońcu, tatuażu i filtrach

Tattoo bikini od Skin Italy



Pogoda za oknem (w Lublinie leje już którąś godzinę z kolei) nastraja co prawda raczej do zwinięcia się w kłębek pod kołdrą niż rozważań o filtrach, ale regularne pytania o przeciwsłoneczną ochronę tatuaży i reklama sztyftu ochronnego Easy Tattoo sprawiły, że nadszedł czas na zebranie tyłka w troki. 
Przyznaję, nie jestem chemikiem ani dermatologiem, nie umiem rozszyfrowywać przydatności kremów na podstawie lektury składu, ale jestem bladolicym (i wytatuowanym) rudzielcem którego każda dłuższa przygoda ze słońcem, nawet jeśli to półgodzinny spacer po zakupy w ciepły dzień, kończy się w najlepszym przypadku zaczerwienieniem skóry. Jeśli dodać do tego liczne znamiona i strach przed rakiem plus wieloletnią praktykę w stosowaniu filtrów, to myślę, że to i owo mogę na temat tego ostatniego powiedzieć.

Dlaczego warto chronić tatuaż kremem z filtrem przeciwsłonecznym?

Choćby dlatego, że nikt z nas nie lubi gdy drogi i upragniony zakup szybko się psuje. A promienie słoneczne uszkadzając i wysuszając nośnik tuszu czyli skórę, a także rozjaśniając kolory – psują nasz tatuaż. Poza tym, wiele osób skarży się na reakcję żółci, oranżu i czerwieni (a wiec pigmentów zawierających siarczek kadmu) na słońce, a tymczasem dobry filtr (zwłaszcza mineralny) potrafi skutecznie zminimalizować puchnięcie i swędzenie w rejonach wytatuowanych tymi barwami.
Czy wyższy faktor ochrony oznacza że jest ona skuteczniejsza?

Na portalu uwagaslonce.pl czytamy: "Wartość SPF oznacza o ile więcej promieniowania potrzeba do wywołania rumienia na skórze chronionej badanym preparatem w stosunku do ilości promieniowania wywołującego rumień na skórze niechronionej. (...) zależność pomiędzy wartością SPF, a ilością pochłanianego lub odbijanego promieniowania nie jest wprost proporcjonalna. Preparat o współczynniku SPF równym 15 chroni skórę przed promieniowaniem UV w 93%, a preparat o SPF 30 w 97%. Preparat o SPF 100 nie pochłania 100 % promieniowania UV. Nie istnieją [więc] preparaty, które zapewniają 100 % ochrony przed UV."

Czy to oznacza, że nie muszę kupować SPF50 a mimo to dobrze chronić swoją skórę?

Poniekąd. Bardzo ważną kwestią jest tu reaplikacja. Regularnie reaplikowany SPF30 ochroni skórę skuteczniej niż jednorazowe nałożenie SPF50, zwłaszcza jeśli filtr ścierasz nosząc ubranie, kąpiąc się, czy wylegując na piasku.
Jasna skóra wokół tatuażu na opalonym ciele musi wyglądać głupio.

Tak jak zacytowałam wyżej, SPF nie chroni przed opalenizną w 100%, co oznacza, że przy odpowiedniej ekspozycji na słońce, opalisz się, ale wolniej, zdrowiej i bez ryzyka oparzeń, dlatego jestem zwolenniczką smarowania całego ciała, bo zestawienie jasnej skóry (nie ważne czy wytatuowanej czy nie) ze skóra spieczoną na raka wygląda zawsze żenująco;)

Na co warto zwrócić uwagę wybierając krem przeciwsłoneczny?

Po pierwsze nie ufać reklamom i nie wierzyć że wysoka cena to wysoka jakość, a przed zakupem odwiedzić strony takie jak laboratoriumurody.pl gdzie możecie znaleźć odpowiedzi na wszystkie pytania natury technicznej (choćby o stabilność filtrów czy ich wpływ na waszą skórę, zwłaszcza jeśli na coś chorujecie) a także wizaz.pl a szczególnie dział Kosmetyk Wszech Czasów gdzie oprócz praktycznych informacji na temat interesujących was kosmetyków jak cena czy skład znajdziecie przydatne opinie użytkowniczek.

A może warto inwestować w preparat dedykowany ochronie tatuażu, jak choćby reklamowany Easy Tattoo?

Są tacy, co stary dobry płyn do higieny intymnej i alantan/bephanten zamienili na kosmetyki dedykowane i nie narzekają, w tym jednak przypadku, biorąc pod uwagę skład Easy Tattoo (pierwszy filtr czyli Ethylhexyl Methoxycinnamate w dodatku słaby bo chroniący jedynie przed UVB pojawia się na dość dalekiej 6. pozycji), cenę (25pln/10g) i fakt, że "deklarowana ochrona UVA/UVB jest osiągana przy ilości filtra 2 mg/1 cm2 skóry", i to, że to sztyft a nie krem (życzę szczęścia i cierpliwości przy aplikowaniu), zostałabym przy klasyce. Ale wybór należy do Ciebie.
To  co mam w takim razie do wyboru, żeby chroniło, nie rujnowało portfela, a było sprawdzone?

Poniżej te kosmetyki których sama używałam, niektóre kupione po przeczytaniu recenzji (genialny Iwostin), inne przypadkowo nabyte w chwilach gdy były potrzebne zaraz i już (Kolastyna), wszystkie jednak sprawdziły się na mojej białej skórze nawet w bardzo słoneczne dni gdy plaży i morzu nie sposób było się oprzeć. Ponieważ to moja subiektywna ocena, czekam na wasze maile i komentarze na facebooku, jeśli chcielibyście dodać coś, do tego posta. 


Ziaja. Ziajka, Słoneczna emulsja wodoodporna dla dzieci SPF 50+. Cena ok. 20pln/125ml. W składzie filtry mineralne i chemiczne, d-panthenol i wit. E. Dość tłusta i gesta konsystencja, trochę się klei i lekko bieli, co mi nie przeszkadza na twarzy, ale na tatuażu już lekko drażni.


  
Iwostin. Solecrin, Wodoodporna emulsja ochronna SPF 50+. Cena ok. 35pln/100ml. Kombinacja stabilnych filtrów chemicznych z mineralnymi plus hybrydowy filtr Tinosorb M, wit. E, a to wszystko na wodzie leczniczej. Gestawy, delikatnie bieli, szybko się wchłania, nie zatyka porów. Mój ulubiony.



Lirene. Dermoprogram, Kids, Mleczko ochronne do opalania SPF50+. Cena ok 30pln/200ml. Fotostabilne filtry chemiczne i mineralne. Płynna konsystencja, szybko się wchłania, lekko świeci, praktycznie nie bieli.


 
Kolastyna. Emulsja do opalania SPF50. Cena ok 20pln/150ml. Mój ulubiony po Iwostinie. Filtry chemiczne i mineralne, kolagen, glikogen, elastyna plus witaminy E, F i H. Bardzo gęsty i bardzo bieli.

Jak sami widzicie, ceny nie są kosmiczne a każdy z tych kosmetyków jest polski i nietestowany na zwierzętach.

I w razie gdyby ktoś miał wątpliwości, tekst nie jest sponsorowany;)